niedziela, 25 sierpnia 2013

Tupiza - poludniowoamerykanski Dziki Zachod / Tupiza - South american Wild West

Scroll down for the English version

Z Uyuni do Tupizy postanowiliśmy pojechać pociągiem. O boliwijskich kolejach nasłuchaliśmy się bowiem  sporo dobrych rzeczy: że są tańsze od autobusów i zdecydowanie wygodniejsze. Po takich rekomendacjach musieliśmy spróbować! :) Ponieważ pociągi nie jeżdżą codziennie, a na dodatek w różne dni tygodnia, są różne ceny biletów, bardzo ucieszył nas fakt, że nasz wyjazd z Uyuni przypadł na środę, kiedy z miasta wyjeżdżał tańszy z pociągów. W kasie kupiliśmy najtańszy z możliwych biletów i jedyne co nam pozostało, to czekać na odjazd o 2:50 nad ranem. Tutaj zostaliśmy całkiem pozytywnie zaskoczeni przez koleje boliwijskie: na stacji była całkiem przyzwoita, ogrzewana (!!) poczekalnia, w której wraz ze sporą liczbą Boliwijczyków mogliśmy spędzić noc aż do przyjazdu naszego pociągu.

Gdy pociąg wjechał na stację, najpierw wyładowała się z niego spora liczba turystów, którzy od razu rzucili się po odbiór swoich bagaży. W związku z tym musieliśmy poczekać z oddaniem naszych plecaków oraz z wejściem do ciepłego przedziału. Dodam tylko, że w nocy było -8⁰ C, więc konieczność czekania na niespieszących się Gringosów nie należała do przyjemności... Gdy w końcu nasze bagaże zostały załadowane, sprawnie znaleźliśmy nasz wagon, pokazaliśmy nasze bilety zdziwionemu konduktorowi, który zapytał się nas:

„Popular?” (mając na myśli najtańszą klasę pociągu, którym mieliśmy jechać)

Gdy potwierdziliśmy jego obawy, machnął ręką i powiedział:

„Ale zobaczcie jak to wygląda!”

I co zobaczyliśmy? Taki nasz polski pociąg osobowy wypchany po brzegi Boliwijczykami mieszkającymi w mijanych po drodze wioskach. Uśmiech pojawił się na naszych ustach :) Wsiedliśmy do wagonu i niemal od razu zasnęliśmy.

Do Tupizy dojechaliśmy około 10:00. Znaleźliśmy hostel i poszliśmy zwiedzać miasto. Dużo do zobaczenia w nim nie ma. Przyjechaliśmy tutaj głównie ze względu na Butch’a Cassidy i Sundance’a Kid, którzy zostali zastrzeleni w pobliżu Tupizy (jeżeli odległość ponad 100km można uznać za okolice...). Chcieliśmy zobaczyć muzeum miejskie, które przedstawia ich historię oraz poczuć gangsterską atmosferę miasteczka. Okazało się jednak, że polecane przez przewodnik muzeum to raptem jedna salka wypełniona po brzegi różnorakimi bibelotami (za to darmowe i z bardzo miłą panią z obsługi).

Zachwyciła nas natomiast iście gangsterska okolica Tupizy. Miasteczko położone jest bowiem na pustyni, otoczone czerwonymi górami, które poprzecinane są głębokimi kanionami wyschniętych rzek. Tereny te zapewne były wyśmienitymi kryjówkami dla przestępców, którzy z łatwością mogli się tutaj chować przed poszukującymi ich przedstawicielami prawa. My sami wybraliśmy się na półdniową wycieczkę do kanionów, gdzie mogliśmy się poczuć jak na prawdziwym Dzikim Zachodzie. Tym bardziej, że co chwila mijali nas turyści na koniach, którzy dla lepszego klimatu poprzywdziewali kowbojskie kapelusze i poncza.

Muszę także zwrócić uwagę na mieszkańców Tupizy. Są oni póki co najserdeczniejszymi ludźmi spotkanymi w czasie tego wyjazdu. Niesamowicie pomocni i sympatyczni, zawsze z uśmiechem na twarzy odpowiadają na zadane pytania, wskazują drogę czy sprzedają swoje produkty. Tym samym zyskali sobie u mnie miano „najmilszych kowbojów świata” :)

Pobyt w Tupizie, pomimo, że bardzo krótki był bardzo sympatyczny: wspaniała pogoda (w końcu mogłam się nieco wygrzać! :)), mili ludzie i piękne krajobrazy. Może nie jest to miasto usiane zabytkami, ale zdecydowanie warte odwiedzenia.


English:

We decided to take the train From Uyuni to Tupiza. We had heard a lot of good things about Bolivian railways: that they are cheaper and more convenient than buses. Because these recommendations we had to try it! :) Because trains do not run every day and in addition on different days of the week there are different ticket prices, we were very pleased to hear that our trip from Uyuni fell on Wednesday when the cheapest trains run. At checkout we bought the cheapest ticket possible and the only thing we have left was to wait for departure at 2:50am. Here we were quite pleasantly surprised by the Bolivian railways: on the station there was pretty decent, heated (!) waiting room, in which, together with a large number of Bolivians we could spend the night until the arrival of our train.

When the train pulled into the station, first from the large number of tourists unloaded and they immediately rushed to pick up their luggage. Consequently, we had to wait with putting our backpacks and to enter to the hot compartment. I will only add that at night there was -8 ⁰ C, so waiting for not-in-the hurry Gringos was not a pleasure... When at last our bags were loaded, we quickly found our car, we showed our tickets to the surprised conductor, who asked us:

"Popular?" (Referring to the lowest grade of train, where we had to go)

Once we have confirmed his fears, he waved his hand and said:

"But just look how it looks like!"

And what do we see? That it looks like our Polish passenger train stuffed to the brim with Bolivians living in the villages we passed along the way. A smile appeared on our lips :) We got into the car and almost immediately we fell asleep.


We get to Tupiza about 10:00am. We found the hostel and went to explore the city. There is nit much to see though. We came here mainly because of the Butch Cassidy and Sundance Kid, who had been shot near Tupiza (if distance of over 100 km can be considered short...). We wanted to see the city museum, which tells their story and feel the atmosphere of the gangster’s town. It turned out, however, that recommended by our guidebook museum contained only one room filled to the brim with the variety of trinkets (it was free and there was a very nice lady who showed us around).

We really liked a truly gangster Tupiza area. The town is situated in the wilderness, surrounded by red mountains that are cut by deep canyons of dried up rivers. These areas were probably delicious hideouts for criminals who could easily hide here from the representatives of the law. We went for a half-day trip to the canyon, where we could feel like in a real Wild West. Especially that every few minutes we were passed by the tourists on horseback, who for better climate wore cowboy hats and ponchos.

I also need to say about the people in Tupiza. They are really the nicest people we have encountered during this trip so far. Extremely helpful and friendly, always with a smile on their faces they answered our questions, showed the way or sold their products. Thus they have earned the name of "the nicest cowboys of the world" from me :)

Stay in Tupiza, despite it was very short it was also very nice: great weather (in the end I could bask in a bit :)), nice people and beautiful scenery. Maybe this is not a city dotted with monuments, but definitely worth a visit.


Brak komentarzy:

Prześlij komentarz