poniedziałek, 19 sierpnia 2013

Sajama - slodko-gorzki koktajl / Sajama - bitter-sweet coctail

Scroll down for the English version


Ten wpis miał mieć zupełnie inny tytuł. Aż do ostatniej nocy spędzonej w Sajamie miałam napisać: Sajama – po prostu NAJ. Nie ma co ukrywać, że jest to dla mnie chyba najpiękniejsze miejsce jakie do tej pory widziałam. Malutka wioska, w której mieszka zaledwie około 300 osób, położona na boliwijskim płaskowyżu Altiplano, w otoczeniu ośnieżonych wulkanów. Jest tutaj tak pięknie, że chyba nie znam wystarczająco dużo słów, aby oddać urodę tego miejsca. Wybrałam się stamtąd na dwa spacery: do Base Camp razem z Albinem oraz do ciepłych źródeł. Idąc przez niemal zupełnie odludne tereny nie mogłam się napatrzeć na otaczający mnie krajobraz.

Na dodatek przyjechaliśmy tutaj w czasie obchodów uroczystości z okazji Dnia Niepodległości Boliwii. Uroczystości trwały całe 3 dni. Odbywały się różnego rodzaju parady, marsze, przemowy i oczywiście wieczorami huczne imprezy. Od samego początku miejscowi przyjęli nas niesamowicie ciepło, zapraszając na wszelkie uroczystości, witając się z nami, pozdrawiając nas i po prostu ciesząc się z naszej obecności. Było to chyba najcieplejsze przyjęcie jakiego do tej pory doświadczyliśmy w całej Ameryce Południowej. Zresztą nie ma się co dziwić, że byliśmy gorąco zapraszani na uroczystości. Ponieważ w marszach i paradach brała udział większa część mieszkańców, nie było widzów, którz by te wszystkie uroczystości po prostu oglądali. Z naszych obserwacji wynikało, że razem z Jake’em (Amerykaninem, którego poznaliśmy w drodze do Sajamy) byliśmy jednymi z niewielu osób, które przyszły oglądać paradę.

Drugiego dnia wieczorem przyszliśmy na potańcówkę, podczas której miejscowe kobiety w tradycyjnych strojach tańczyły do folklorystycznej dosyć współczesne tańce. Robiło to naprawdę niesamowite wrażenie :) Ponieważ razem z Jake’iem (Albin wspinał się wtedy na Sajamę) postanowiliśmy się dołączyć do tańców (jako jedyni turyści)  od razu zostaliśmy otoczeni przez lokalnych mężczyzn, którzy dołączali się do naszego „kółeczka” w tańcu. Byliśmy także częstowani całkiem niezła wódką domowej roboty.

Trzeciego dnia wieczorem razem z Albinem poszliśmy się przejść po wiosce zobaczyć jak wygląda świętowanie. W tym czasie większość mężczyzn była już nieźle wstawiona. Nie przeszkodziło im to jednak, by do nas podchodzić, witać się z nami oraz z dumą opowiadać nam legendy dotyczące okolicznych gór. Tego dnia również widziałam chyba najpiękniejszy zachód słońca w moim życiu. Z jednej strony słońce krwawo podświetlało chmury nad bliźniaczymi wulkanami, z drugiej nadawało niesamowite ciepłe kolory ośnieżonemu szczytowi Sajamy, natomiast z trzeciej strony chmury i niebo nad płaskowyżem przybrały różowo-fioletowy odcień. Po raz pierwszy widziałam tak piękny zachód słońca, który rozpościerał się na 360stopni dookoła.

I tak było, aż do naszej ostatniej nocy: po prostu idealnie. Ale ponieważ nie ma rzeczy idealnych, tak więc i Sajama pokazała nam swoje drugie oblicze. Tego wieczoru poszliśmy w miarę wcześnie spać gdyż nasz autobus odjeżdżał o 6:00 i czekała nas wczesna pobudka. W środku nocy wrócił z imprezy przewodnik Albina na Sajamę, a nasz gospodarz – Juan. Włączył głośno muzykę i chyba się dobrze bawił. Ponieważ byłam zmęczona zasnęłam nie przejmując grającą na zewnątrz muzyką. Niedługo później obudził mnie przeraźliwy krzyk dziecka. Nie będąc pewna czy mi się to śni, czy też naprawdę dzieje się jakaś tragedia, przetarłam zmęczone oczy, starając się odgonić sen. W międzyczasie z zewnątrz dobiegały mnie głosy ostrej kłotni naszych gospodarzy. Po paru sekundach wszyscy usłyszeliśmy dramatyczne pukanie do drzwi naszego pokoju i błagalny krzyk:

„Ayudame! Ayudame! Mi mama y mi papa.... Ayudame, por favor!”

Za drzwiami stała przerażona około 6-letnia córka naszych gospodarzy. Szybko ubrałam buty i założyłam okulary, po czym pobiegłam w stronę ich sypialni. Widok, który tam zastałam zmroził mi krew w żyłach. Na łóżku leżał Juan w krwawym uścisku ze swoją żoną. Oboje z pobitmi twarzami robili naprawdę makabryczne wrażenie. Gdy weszłam po prostu leżeli chyba zmęczeni walką, ale już chwilę później Maria rzuciła się z powrotem na pijanego Juana. W tym momecie usłyszałam chłopaków podążających za mną. Stwierdziłam, że zostawię ich z walczącą parą, a sama poszłam do przerażonych dzieci.

10-letni Alvaro stał w drzwiach płacząc, a Karen, która dosyć bohatersko przyszła nas prosić o pomoc cała się trzęsła stojąc na podwórku. Podeszłam do Karen i wzięłam ją w objęcia, Przytuliła się do mnie z całych sił. Gdy wyciągnęłam rękę do Alvaro, by też do nas przyszedł zawstydzony odwrócił się na pięcie i uciekł. Biedny chłopiec wciąż jest dzieckiem, ale już widać było mu wstyd za całą sytuację... za to, że nie mógł sam sobie z nią poradzić... za to, że jeszcze jest za słaby, aby oddać ojcu za to jak traktuje jego matkę...

Zostałam sama z płaczącą Karen. Wzięłam ją na ręce i zaniosłam do naszego pokoju, gdzie mogłam ją przykryć kocem. Po paru minutach przestała się trząść, ale nie zwalniała uścisku nawet na chwilę. W tym czasie słyszałam Jake’a rozmawiającego z Juanem. Niedługo później do pokoju przyszedł Alvaro, aby zabrać Karen do pokoju, gdzie matka przygotowała im spanie oddzielnie od pijanego ojca. Wszyscy wróciliśmy do łóżek, ale chyba nikt z nas tak naprawde już nie mógł spać aż do rana. O 5:30 spakowaliśmy swoje bagaże i poszliśmy na autobus. Sajama zostawiła nas z bardzo mieszanymi uczuciami....

ZDJECIA SAJAMA

English:

This post was supposed to have a different title. Up until last night I spent in Sajama I wanted to call it: “Sajama – Simply the Best”.  There is no secret that for me it is probably the most beautiful place we have ever seen. A tiny village with a population of only about 300 people, located on the Bolivian Altiplano plateau, surrounded by snow-capped volcanoes. There is so beautiful that I do not think I know enough words to reflect the beauty of the place. I went there on two walks: to the Base Camp together with Albin and hot springs. Walking through the almost deserted areas I could not believe how beautiful the landscape around me was.

In addition, we came here during celebration of the Independence Day of Bolivia. Celebrations lasted the whole three days. There were various kinds of parades, marches, speeches, and of course the evening loud parties. From the beginning, the locals welcomed us incredibly warm, inviting for all the festivities, welcoming us and greet us and just enjoying our presence. It was probably the warmest welcoming which we experienced so far experienced in all of South America. Besides, it is no surprise that we were so much invited to these parties. As the majority of people who lived in the village too part in marches and parades, there were not enough people to watch them. Our observations showed that along with Jake (American who we met on the way to Sajama) we were one of the few people who came to watch the parade.
On the second day we came to the dance in the evening, during which local women in traditional costumes were dancing quite contemporary dances to folk music. It looked great :) As with Jake (at that time Albin was climbing on Sajama) we decided to join the dance (as the only tourists) we were immediately surrounded by local men who joined up to our "circles" in the dance. We were also treated to pretty good homemade vodka.

On the third day in the evening along with Albin we went to walk around the village to see how the celebration was going on. At this time, most men were already quite drunk. This did not prevent them, however, from approaching us, greeting us, and proudly telling us the legend of the surrounding mountains. That day we also saw perhaps the most beautiful sunset of my life. On one hand, bloody sun lighten up clouds over the twin volcanoes, on the other hand sun gave an amazing warm colours to the snow peaked Sajama, while the third part the clouds and sky above the plateau took the pink-purple hue. The first time I saw such a beautiful sunset, which stretched to around 360 degrees.

And so it was until our last night: just perfect. But since nothing is perfect, so Sajama showed us its other face. That evening we went to sleep quite early because our bus was leaving at 6:00am and we had to wake up early. In the middle of the night  Juan (Albin’s guide on Sajama and our host at the same time) came back from the party. He turned on loud music and probably had a good time. Because I was tired, I fell asleep without worrying about playing music outside. A short time later I was awakened by a shrill cry of a child. Not being sure if I dreamed it or actually something was going on, I rubbed my tired eyes, trying to ward off sleep. In the meantime outside I could hear the voices of argument between our hosts. After a few seconds all of us heard the dramatic knock on the door of our room and imploring cry:

"Ayudame! Ayudame! Mi mama y mi papa .... Ayudame, por favor! "

Behind the door stood terrified about 6-year-old daughter of our hosts. I quickly wore my shoes and put the glasses on, then ran toward their bedroom. View, I found that there froze my blood. On the bed laid Juan in bloody embrace with his wife. Both of their faces were beaten up and it did really gruesome impression. When I entered they were just laying probably tired of fighting, but a moment later, Maria threw herself back into a drunken Juan. At that time I heard the guys who follow me. I decided that I will leave them with a fighting couple, and I went to the frightened children.

10-year-old Alvaro stood in the doorway crying, and Karen, who quite heroically came to ask us for help she was shaking while standing in the yard. I walked over to Karen and I took her in my arms, she hugged me with all her might. When I reached out to Alvaro to come to us too he turned on his heel ashamed and ran away. The poor boy is still a child, but I can see he was ashamed of the situation... for the fact that he could not deal with it... for the fact that he was too weak to fight his father for the way he treats his mother...


I was left alone with the crying Karen. I picked her up and carried her to our room, where I could cover her with a blanket. A few minutes later she stopped shaking, but she did not release grip even for a moment. At that time, I heard Jake talking to Juan. Shortly after Alvaro came into the room to take Karen to the room where their mother had prepared a room for them to sleep separately from a drunken father. We all went back to bed, but I guess none of us really he could not sleep until the morning. About 5:30 we packed our bags and went to the bus. This way we left Sajama with very mixed feelings ....

PICTURES SAJAMA

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz